Założyłem kiedyś konto na bloggerze, i z czasem o tym zapomniałem. Jakiś czas temu, gdzieś w zakładkach mi się stronka objawiło, i tak oto popełniam pierwszy post. Od razu z "grubej rury", bo podróż moich marzeń, czyli Stany. Widziałem już trochę krajów, min 5 krotnie Indie, ale Stany czekały na mnie całe moje 42 letnie życie. Zaczynamy więc.
Trasa którą zaplanowałem, to zachodnie wybrzeże, od San Francisco, przez Los Angeles, dalej do Las Vegas, Grand Canion, Valley Monument, Yosemite Park, Sacramento i powrót.
Planowałem wszystko sam, głównie przeglądając blogi osób które podobną podróż już "popełniły", tripadvisora itp. Bilety lotnicze oczywiście przez niezawodny skyscanner. Padło na egzotyczne jak dla mnie, islandzkie tanie linie lotnicze, Wow air. bilety tanie, bo około 400 euro w dwie strony z Amsterdamu przez Reijkjawik do San Francisco. Przy tym czekało mnie parę wow, pierwszy już przy odprawie.Okazało się, że w bilet nie był wliczony żaden bagaż zasadniczy, pomimo tego że na bilecie który wystawił mi pośrednik, bagaż wyraźnie się znajdował. Koniec końców, musiałem zapłacić 150 euro w dwie strony, a po telefonie do pośrednika, dostałem zapewnienie, owa kwota do mnie wróci. Zobaczymy. Międzylądowanie dosyć sympatyczne, okazało się, że na lotnisku około 80% załogi do Polacy, swojsko :) Lot do San Francisco przespany, w cenę biletu nie jest wliczone chociażby pół butelki wody, nie mówiąc o jedzeniu. Biorąc pod uwagę cenę biletu, 400 euro, bagaż który musiałem dopłacić 150, plus jedzenie które chciałbym kupić na pokładzie, bilet wychodzi drożej niż np Lufthansą. Czasami warto dobrze przemyśleć :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz